odkąd zdjęłam zbroję
coraz bardziej się rozbieram
ze skóry i z włosów
z paznokci i z wiedzy nabytej
z możliwości kłamstwa
i z zatajania
oduczam się zasłaniania
myślą, mową i uczynkiem
piątek, 29 maja 2015
niedziela, 17 maja 2015
Piwnica
Lubię schodzić do piwnicy. Dwa piętra w dół i jeszcze sześć schodków. Wtedy zewnętrzne drzwi.
Klucz zawsze na początku lekko się zacina, ale to nie jest opór zasadniczy - nie oszuka mnie, więc przyjmuję go życzliwie. Uśmiecham się. Muszę teraz delikatnie zmienić kierunek nacisku, a potem będą dwa obroty. Siła musi być w sam raz. Nie może bowiem być tak, że sama nie wiesz, kiedy pokonujesz przeszkodę. Raczej jak przy gryzieniu ciemnej, gorzkiej czekolady.
Drzwi otwierają się cicho i zamykają cicho. Za nimi jest zupełnie ciemno, ciemniej niż w najciemniejszej nocy, pod zamkniętymi powiekami, gdy przykryję głowę kołdrą, a na to jeszcze położę koc.
Dlatego w piwnicy mogę otworzyć oczy szeroko. Idę; mam całe dwa metry do pierwszego włącznika światła, szukam palcami, trafiam. Przycisk zabezpieczony grubym elastycznym plastikiem, dotykam go delikatnie, głaszczę i.... pozostawiam w spokoju.
Na prawo, na końcu korytarza jest moja piwnica.
Gdy już przejdę te kilka kroków i gdy stoję z ręką na kolejnym włączniku, tam, wtedy, naprawdę na coś czekam. Nie całkiem wiem, skąd miałoby przyjść. Czy z zewnątrz, czy ze mnie samej? I czy to nie wszystko jedno, bo chyba na tym to polega, że tam nie ma żadnego zewnątrz.
Chropowate ściany, owszem, ale to tak, jakbym dotykała mojej skóry od środka. I drzwi z desek, ażurowe jak żebra. Przesuwam po nich palcami, ku górze.
Wtedy tam, na końcu korytarza, gdy wreszcie zapalam żarówkę w mojej piwnicy, jest taka chwila, bardzo krótka, między początkiem światła a rozpoznaniem miejsca. Gdy przeczuwam coś znajomego, ale prawie zapomnianego.
Czekam zawsze w jasności i patrzę, jak to blednie.
(tekst sprzed dziesięciu chyba lat...)
Klucz zawsze na początku lekko się zacina, ale to nie jest opór zasadniczy - nie oszuka mnie, więc przyjmuję go życzliwie. Uśmiecham się. Muszę teraz delikatnie zmienić kierunek nacisku, a potem będą dwa obroty. Siła musi być w sam raz. Nie może bowiem być tak, że sama nie wiesz, kiedy pokonujesz przeszkodę. Raczej jak przy gryzieniu ciemnej, gorzkiej czekolady.
Drzwi otwierają się cicho i zamykają cicho. Za nimi jest zupełnie ciemno, ciemniej niż w najciemniejszej nocy, pod zamkniętymi powiekami, gdy przykryję głowę kołdrą, a na to jeszcze położę koc.
Dlatego w piwnicy mogę otworzyć oczy szeroko. Idę; mam całe dwa metry do pierwszego włącznika światła, szukam palcami, trafiam. Przycisk zabezpieczony grubym elastycznym plastikiem, dotykam go delikatnie, głaszczę i.... pozostawiam w spokoju.
Na prawo, na końcu korytarza jest moja piwnica.
Gdy już przejdę te kilka kroków i gdy stoję z ręką na kolejnym włączniku, tam, wtedy, naprawdę na coś czekam. Nie całkiem wiem, skąd miałoby przyjść. Czy z zewnątrz, czy ze mnie samej? I czy to nie wszystko jedno, bo chyba na tym to polega, że tam nie ma żadnego zewnątrz.
Chropowate ściany, owszem, ale to tak, jakbym dotykała mojej skóry od środka. I drzwi z desek, ażurowe jak żebra. Przesuwam po nich palcami, ku górze.
Wtedy tam, na końcu korytarza, gdy wreszcie zapalam żarówkę w mojej piwnicy, jest taka chwila, bardzo krótka, między początkiem światła a rozpoznaniem miejsca. Gdy przeczuwam coś znajomego, ale prawie zapomnianego.
Czekam zawsze w jasności i patrzę, jak to blednie.
(tekst sprzed dziesięciu chyba lat...)
sobota, 2 maja 2015
bez tytułu
[czasem bardzo nie lubię siebie za to, jak bardzo aktualny jest ten wiersz, jak bardzo bywa prawdziwy. czasem chciałabym być Kobietą w dobrze skrojonej garsonce, która cała mieści się w sobie.]
Tak
trudno się utrzymać
W granicach mego ciała
Rzeki pod moją skórą
Za głośno oddychają
Za szybkie wodospady
Nocne gałęzie rąk
Dalekie wyspy powiek
I palców pożegnania
Tak trudno się utrzymać
W granicach mego ciała
Przelewa jego formę
Lada dotyk wiatru
Taka będę taka -
Powtarzam płochej skórze
Pulsują oczy dłonie
Gałęzie i ściany
Za szybkie wodospady
2001
czwartek, 30 kwietnia 2015
Z wierszy odzyskanych c.d.
[to już ostatni wiersz ze znalezionych w kalendarzach.
tak pisałam cztery lata temu. w dodatku w moje imieniny. zupełnie nie pamiętam, dlaczego]
tak pisałam cztery lata temu. w dodatku w moje imieniny. zupełnie nie pamiętam, dlaczego]
Nikogo nie
kocham
za nikim nie
tęsknię
nic nie
rozumiem
od słońca
łzawię
od zimna
drżę
mój żołądek
reaguje
na stan
zagrożenia
nikogo nie
kocham
26 lipca 2011
środa, 29 kwietnia 2015
Z wierszy odzyskanych
(dziś znowu mała podróż w przeszłość, do wiersza odnalezionego z starym kalendarzu, który już, już miałam wyrzucić. mam wrażenie, że kiedyś jednak było ciemniej. we mnie)
Polowanie w terenie
przygranicznym
zdzieram
warstwy bandaża
odwijam
sklejone
płaty
jeśli tylko
boli w sam raz
jeśli tylko
daje się uchwycić
w dwa palce
skóra
oddziela się lekko
z lekko
przechyloną
głową
przytulam
policzek do rany
jeśli tylko
boli w sam raz
potem szybko
wbijam zęby
23.10.2006
wtorek, 28 kwietnia 2015
EKG
Epoki mojego życia
zwinięte w twarde kulki.
Noszę je w płucach jak małe czarne dziury.
Nabrać dużo powietrza - słyszę - przez chwilę nie oddychać.
Wypuścić.
zwinięte w twarde kulki.
Noszę je w płucach jak małe czarne dziury.
Nabrać dużo powietrza - słyszę - przez chwilę nie oddychać.
Wypuścić.
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Co mam pod skórą
Chciałabym zobaczyć, co mam pod skórą,
czy siedzą tam nieurodzone słowa.
To możliwe - pod dotykiem ręki
wyginają grzbiet i już prawie
mają smak liter.
czy siedzą tam nieurodzone słowa.
To możliwe - pod dotykiem ręki
wyginają grzbiet i już prawie
mają smak liter.
Subskrybuj:
Posty (Atom)